Idea powołania Fundacji Jazz Jamboree

Fundacja powołana została decyzją Zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego celem gromadzenia funduszy na rzecz organizacji i promocji wydarzeń artystycznych, edukacyjnych, kulturalnych, charytatywnych, zbiórek publicznych, upowszechniania muzyki oraz ich realizacja, w tym międzynarodowych festiwali jazzowych Jazz Jamboree.

Idea  Jazz Jamboree pojawiła się, dzięki kilku fanom z warszawskiego klubu „Hybrydy” w lecie 1958, kiedy okazało się, że cieszący się przez dwa lata wielkim powodzeniem Festiwal Jazzowy w Sopocie nie otrzymał zgody władz politycznych i nie będzie mógł się odbyć.

Gdy 18 września 1958 r. Leopold Tyrmand otwierając Festiwal wkroczył na scenę Klubu Stodoła,  wzbudził niekłamany zachwyt widowni: słynne – „szokujące” czerwone skarpetki, na nosie bardzo modne wówczas okulary, podobne do tych, jakie w tym samym roku nosił Zbyszek Cybulski w „Popiele i diamencie” Andrzeja Wajdy stanowiły swoiste wyzwanie wobec panującej rzeczywistości. W tym czasie był przejawem społecznego protestu. „Będziemy słuchać jazzu po to, żeby dać wyraz pewnym przekonaniom…” – powiedział. w charakterystyczny dla siebie sposób wymawiając „r”. Tyrmand stał się mistrzem ceremonii, która przeciągnęła się na następne półwiecze. Wtedy też wymyślił obowiązującą do dziś nazwę: JAZZ JAMBOREE i podarował ją po wieczne czasy polskiemu środowisku jazzowemu. Początkowo festiwal organizowało ZSP wraz z Jazz Clubem Hybrydy, później Polskie Stowarzyszenie Jazzowe o od ponad 10 lat Fundacja Jazz Jamboree, do której należy nazwa festiwalu. W takiej oprawie narodził się, jak się miało okazać najsłynniejszy festiwal jazzowy w tej części Europy.

O Festiwalu Jazz Jamboree

W programie pierwszego Jamboree w 1958 roku Leopold Tyrmand, autor o rok wcześniejszej książki „U brzegów jazzu” napisał: „Nie tylko dla słuchania i grania przygotowywało się koncerty i organizowało festiwale (…), ale po to, aby dać wyraz pewnym przekonaniom, dlatego, aby zaprotestować – ogólnie mówiąc po to, aby czegoś bronić. Był bowiem czas, gdy jazz był przejawem protestu i sprawdzianem łączności między pokoleniami”.
Trudno dziś zliczyć uczestników kolejnych Jazz Jamboree, którzy najpierw tłumnie odwiedzali Stodołę, później Filharmonię Narodową, a od 1965 r. Salę Kongresową. Z biegiem lat festiwal stał się czymś więcej niż tylko dorocznym świętem muzyki jazzowej. Był miejscem ideologicznego protestu, oazą wolności, później polem do ekstatycznych poszukiwań artystycznych, znaczącym wydarzeniem na światowej mapie kulturalnej.
Pierwsze  Jazz Jamboree, jeszcze pod nazwą „Jazz 58” trwało od 18 września do 21 września. Od następnego w1959 roku używano już tylko nazwy Jazz Jamboree, wzorowanej na harcerskich zlotach – jamboree. Istnieje opinia, że oprócz L.Tyrmanda współautorem tego określenia był Jerzy Skarżyński, krakowski rysownik, malarz, scenograf, który po raz pierwszy umieścił nazwę Jazz Jamboree na swoim plakacie, towarzyszącym festiwalowi w Sopocie w 1956 roku.
Pierwsza i dwie następne edycje Jazz Jamboree miały miejsce w Centralnym Klubie Studentów Politechniki Warszawskiej „Stodoła”, w baraku przy ul. Emilii Plater, miejscu magicznym, wypełnionym muzyką.  Rzeczywistości był to drewniany pawilon zbudowany jako stołówka budowniczych Pałacu Kultury i Nauki. Atmosferę klubu wspominał Leopold Tyrmand w powieści „Życie towarzyskie i uczuciowe”. „Uwagę Mikołaja przykuwały ostatnio przeróżne baraki, wypełnione jazzem i cichutkim szurgotem fanatycznego tańca. Baraki nosiły osobliwe nazwy, na przykład Stodoła, przesycał je kult intensywności (…). Jazzowa liturgia, znosząca podział między grającym a słuchającym, ofiarowała mu dreszcz, którego szukał niezmordowanie (…). W tej muzyce widział doskonałość, nic w sztuce nie przejmowało go taką pewnością, że znajduje się w obliczu perfekcji, jak przejrzyste, bezbłędne solo klarnetu czy trąbki”.

Festiwal szybko stał się jednym z największych i najważniejszych w Europie. Przez pierwsze lata główne koncerty odbywały się w Filharmonii  Narodowej. W roku 1965 Festiwal przeniósł się do Sali Kongresowej PKiN. Przez kolejne lata rozprzestrzenił się po całym mieście, zawędrował do klubów i kawiarni, a dzięki radiu i telewizji – zaistniał w całej Polsce. W ciągu dotychczasowych edycji mogliśmy gościć na festiwalowej scenie wszystkie największe światowe gwiazdy jazzu. Wśród najsłynniejszych należy wymienić niezapomniane koncerty: Duke’a Ellingtona, Milesa Davisa, Theoloniusa Monka, Charliego Mingusa, Art Blakey’s Jazz Messengers, Sonny Rollinsa, Stana Getza, Dizzy Gillespiego, Gerry Mulligana, Dave Brubecka, Benny Goodmana, Woody Hermana, Sary Vaughan, Ornette Colemana, Wyntona Marsalisa, The Manhattan Transwer, Bobby McFerrina, Raya Charlesa, Keitha Jarreta, Chicka Corei, Herbie Hancocka, Lestera Bowie, Kenny Garretta, Michaela Petruccianiego, Diany Krall… -  to niekończąca się lista.
Łatwiej wskazać kto z jazzowych mistrzów nie wystąpił na JJ niż wyliczyć wszystkich, którzy wystąpili. Pod względem obsady Jazz Jamboree przez 50 lat po dziś dzień nie ma sobie równych wśród organizowanych w Polsce imprez  artystycznych, bez względu na dyscyplinę sztuki. W żadnej innej dziedzinie kultury, być może poza kinem, nasze „okno na świat” nie było tak szeroko otwarte. Jamboree to doroczna, świąteczna manifestacja ducha jazzu, który powstał z potrzeby wolności i cywilizowanego równouprawnienia i zwłaszcza w Polsce przyczynił się do rozwoju świadomości i obyczaju alternatywnych wobec politycznej racji stanu. Dla zdeklarowanej publiczności udział w Jamboree to był głos za liberalną, pro aktywną, kosmopolityczną i nieco dekadencką opcją kulturową. Wybierają ją przede wszystkim osoby wykształcone i uposażone, o znacznie nad-przeciętnym uczestnictwie w kulturze, od wyrafinowanych licealistów przez studentów i yuppich, po weteranów alternatywy.
W programie kolejnego festiwalu Leopold Tyrmand napisał: „Co będziemy robić w Stodole? Będziemy słuchać jazzu! Jazz stał się spoiwem, i symbolem środowisk, które powstały samorzutnie, naturalnie, drogą naturalnego doboru i wyboru”.
Jazz Jamboree było też bardzo ważne dla biografii artystycznych polskich muzyków; na festiwalowej scenie mieli oni okazję spotkać się, skonfrontować, a często grać wspólnie ze światowymi sławami. Praktycznie wszyscy znaczący polscy jazzmani uczestniczyli w Jazz Jamboree. Znakomici artyści występujący na festiwalu byli magnesem, nie tylko dla polskiej publiczności. byli tacy miłośnicy jazzu, Węgrzy, Czesi czy Niemcy z NRD, którzy spali  na w holu Sali Kongresowej, która na nasza prośbę  zezwalała na to. A byli wśród nich nawet późniejsi  premierzy i prezydenci sąsiednich krajów. Prawdziwe rzesze ściągnęły do Warszawy w 1988 roku, gdy na JJ wystąpił Miles Davis (po raz pierwszy pojawił się w Polsce 1983r.

Publiczność Festiwalu

O publiczności Jazz Jamboree pisał dowcipnie wielki sympatyk jazzu, redaktor naczelny „Przekroju” Marian Eile: „żadna ze sztuk nie ma tak gorąco oddanej sobie publiczności. Ani w teatrze, ani na koncercie symfonicznym, ani na wystawie obrazów nie widzi się publiczności tak entuzjastycznej, jak na występie jazzowym.(…) O, jazz ma wiele zalet! Na przykład ułatwiał on młodym, powabnym niewiastom zawieranie ze mną znajomości! Najtrudniej zawsze rozpocząć rozmowę, a to stawało się takie proste. Wystarczyło, że powiedziała: + Ach! pan także przepada za bebopem!”.
Jak mówi Jan Ptaszyn Wróblewski: „Z jazzem jest tak: trzeba po prostu przyjść na koncert i sprawdzić, czy się podoba. Bez żadnych skrupułów”. I pamiętać, że wszystkie polskie ścieżki tej muzyki – w praktyce lub jako echo – krzyżują się w jednym punkcie: na Jazz Jamboree.

©Fundacja Jazz-Jamboree / design and code: szprot design / Uses flaticon graphics